2007-08-31 15:35:59 >> Stop being a PUSHOVER!

Stop being a pushover!
Women identify themselves primarily through their relationships and fear that disappointing someone will reflect badly on them. But besides making you resentful, the added responsibility that comes with constantly saying yes saps your time and energy, causing stress as well.

sounds exactly like me:)

Kilka dni temu natknęłam się na ten tekst w internecie i pierwsze co pomyślałam to, że pasuje to do mnie w 100%. Jestem takim pushover'em i szczerze mówiąc nie wiedziałam co zrobić by przestać być nim w 100%. I oto co przeczytałam dalej. Mi sporo pomogło. Mam nadzieję, że pomoże i tym, którzy też tak się czują:) POZDRAWIAM!

Self-Care Tips

1. Ask yourself "what is it I really want out of life?
If you're reading this you're probably one of those people who puts other needs before your own. Maybe you do this so often that you don't even realize your own wants and needs. It's time to find out what YOU really want for yourself so you can find joy in your life.

2. Take a Risk
We sometimes get "stuck" in a rut, doing the same things day in and day out even though we know it's not making us happy. Doing something different is scary, change is scary. So we keep on doing what we do. If you've been putting off something you really want to do because you fear the unknown, now is the time to take a risk. Get out of your comfort zone, challenge yourself and you will grow as a person.

3. Rid yourself of draining people
If you've been settling for relationships in your life where you give and give and give but never get anything in return, you're probably feel hurt and angry. If you want to take better care of YOU, get rid of those draining relationships. The "takers" will just keep taking as long as you're giving.

4. Treat Yourself The Way you Treat your Friends
As women we are very good a giving support, offering a shoulder to cry on, and caring for our friends with love and compassion. Instead of criticizing yourself or "beating yourself up", try giving yourself the same care and compassion you give to a friend. When you find that you're getting down on yourself, ask yourself "what would I say to my friend if she had this same problem".

5. Say "NO" Without Feeling Guilty
This will definitely take some practice if you have difficulty saying no. You may have to accept that not everyone will be pleased all the time but it's not your responsibility to see that they are. Like anything else, the more you do it the easier it will become. Try it the next time someone requests something of you that you really don't want to do.


skomentuj (0)




2007-06-01 12:08:46 >> Wolność...

...Nigdy dotąd nie wiedziała, jak cudowny jest błękit nieba, jaką radość mogą mieścić w sobie młode zarośla bambusowe, wdzięcznie chylące się ku drodze. Wolność! Oto, co pieśnią zwycięską rozbrzmiewało w jej duszy, co sprawiało, że przeszłość pomimo niewyraźnych zarysów nabierała migotliwego blasku jak mgła nadrzeczna, gdy padnie na nią światło poranka. Wolność! To poczucie zupełnej wolności ducha i ciała napawało ją otuchą i pozwalało odważnie iść na spotkanie przeznaczeniu...
skomentuj (1)




2006-10-21 11:40:15 >> Myśląc o niczym...

Sami dobrze wiecie, że czasami są takie dni, kiedy wszystko nie ma dla nas sensu, jest pozbawione jakiejkolwiek logiki. W moim przypadku taki stan pojawia się wyraźnie częściej niż pokazuje średnia:). Zdecydowane przesilenie ma miejsce w listopadzie, gdy zbliżają się moje urodziny. Jak bylam mała urodziny nie były dla mnie czymś nadzwyczajnym, specyficznym, magicznym. Był to po prostu dzień, w ktorym dostawałam dużo prezentów , mogłam zdmuchnąć parę świeczek na torcie i pobawić się z przyjaciółmi. W miarę gdy stawałam się starsza dzień ten był spędzany przeze mnie inaczej. Aż doszłam do takiego momentu kiedu stał on się przeciwieństwem dnia radości, uśmiechu i szczęścia spowodowanego dostaniem pięknych prezentów. Im bliżej kolejnych urodzin uświadamiam sobie moc przemijalności, za szybko biegnącego czasu. Zdaję sobie sprawę ile przez ten cały rok straciłam, ile rzeczy nie zrobiłam, a miałam zamiar. Przez to pojawiają się wyrzuty sumienia, zasmucenie, niechęć do robienia czegokolwiek. I nie mogę nic na to poradzić. Lecz tym razem jest inaczej. Nie wiem dzięki czemu nastawiam się w ten sposób, ale jest to zdecydowanie pozytywne nastawienie. Moje przemyślenie dotyczą często tych samych rzeczy, lecz moje spojrzenie na nie jest inne. Z pewnością dlatego, że staram się żyć zgodnie ze starymi dewizami m.in. Carpe diem. Staram się nie myśleć ile straciłam przez ten rok i ile nie zdąrzyłam zrobić. Przeciwnie. Ile udało mi się zrobić, z czego jestem dumna. A przede wszystkim czy gdyby dzisiaj miał się skończyć świat, to czy mogę powiedzieć, że przeżyłam moje na razie krótkie życie tak jak chciałam. I tego wam wszystkim życzę. Byście mogli żyć tak, by nie żałować żadnego dnia. Pozdrawiam:)

skomentuj (2)




2006-08-02 22:15:45 >> Koncert!!!

Relacja z koncertu – 27.07.06r. - Berlin – Robbie Williams
UWAGA!! Nie przyjmuję do wiadomości, że się nie podobało!;)
Godzina 5 rano. Dzwoni budzik. Tym razem nie zwlekam się pół godziny z łóżka tylko z rozmarzeniem w oczach szybciutko się myję, zabieram plecaczek i czekam na Olę i Agatę. Wreszcie są:). Na dworzec odwozi nas tata Agaty. Kupujemy bilety, znajdujemy bez problemu peron i wsiadamy do pociągu. Z lekkim niepokojem czekamy na sprawdzanie biletów i paszportów. Dlaczego? Gdyż rodzice narobili nam stracha, mówiąc, że mogą nas na granicy nie puścić, bo nie mamy ukończonych 18 lat. Na szczęście nic takiego nie ma miejsca i spokojnie dojeżdżamy po dwóch i pół godzinie do Berlina na Ostbanhof. Znajdujemy na mapie drogę na Alexanderplatz, gdzie przy pomocy Agatki kupujemy bileciki, udaje nam się je w końcu skasować i po 45 minutach jesteśmy na Olimpiastadion. Ku naszemu zdziwieniu ludzi jest mało. Dziewczyny decydują się na wypad na „miasto”, ja zaś zasiadam przed jedną z bramek. W czasie nieobecności moich współtowarzyszek:) zaprzyjaźniam się z miłymi Niemkami:p. I tak przesiedziałam trzy godzinki (strasznie się poparzyłam w tym czasie), aż o 13 zaczęli rozdawać bransoletki do 1 sektora. Dziewczyny na szczęście zjawiły się właśnie wtedy. Myślałam, że nie przeżyje do koncertu. Na wcześniejszych moich koncertach nigdy nie stałam po bransoletki, więc nie wiedziałam jak to jest. Ludzie zostawiali rzeczy na ziemi, które później były po prostu tratowane. Ale opłacało się. Otrzymałyśmy bransoletki i zadowolone udałyśmy się po zapas wody. Równo o 14.30 ludzie zaczęli się podnosić i stawać przed bramkami, więc my też:). I tak stałyśmy do 15 (fałszywy alarm pół godziny wcześniej), dostawiając coraz to większej głupawi. Otworzyły się bramki i zaczął się wyścig pod scenę. Ludzi było o 15 już pełno, więc tratowaliśmy się po drodze, choć ochroniarze stali i cały czas wrzeszczeli, żeby zwolnić - co i tak nie pomagało. Zdobyłyśmy świetne miejsca gdyż równiutko po ok. 3metry z obu stron od sceny i wybiegu (z prawej strony:)). No i tam czekałyśmy jeszcze trzy godzinki na supporty ( w tym czasie próbowałyśmy wyjść cos zjeść, na zmianę oczywiście, ale były problemy z wydostaniem się przez tłum fanów). Na nasze szczęście pod sceną stali panowie, rozdający zimną wodę. O 18 zaczęły się supporty. Pierwszy był zespół rockowy Orson . Nie tragiczny, lecz pozostawiał wiele do życzenia. Byli tylko pół godziny i ulotnili się. Po kolejnych 30 minutach na scenę weszli Basement Jaxx. Byłam mile zaskoczona. Dziewczyny fajnie śpiewały, świetni byli też grający na trąbkach faceci w niebieskich dresikach:). Powygłupiali się trochę i też zeszli, choć po godzinie. No i zostało jeszcze pół godziny do Robbiego. Na telebimach były puszczane w tym czasie różne pytanka, teledyski (np. Red Hot Chilli Peppers, Nirvana, Queen) i reklamy, także z Robbie’m a wtedy wszyscy wrzeszczeli:) (nie rozumiem dlaczego:)). O 20.30 na scenę weszli członkowie zespołu i zaczęły się fajerwerki. Gdy ustały spod sceny wyłonił się Robbie w podartych dżinsach i czarno-zielonym płaszczu. Wszyscy zaczęli wariować. Ja zaś pstrykałam zdjęć na potęgę.

Tutaj nie będę się rozpisywać, bo niektórych nie interesuje, co powiedział, czy jakie piosenki zaśpiewał, powiem tylko, że było ich 13, że uśmiałyśmy się po pachy i były sceny „nie dla dzieci”, których nie zapomnę do końca życia (a przynajmniej do kolejnego jego koncertu, jeśli zrobi cos równie ...”walniętego”:). Jeśli ktoś chce znać pikantne szczegóły, proszę pisać.

Potem zszedł ze sceny. Powiedział Bye Bye i tyle. Zaskoczenie. I co dalej? No i po 10 minutach wrzeszczenia i skandowania(robbie i coś,co wrzeszczeli Niemcy, i my też choć nie wiedziałyśmy co znaczy i jak się to wymawia:)) pojawił się ponownie na scenie, a raczej ponad nią, gdyż zjechał w takim czymś zwieszanym, podobnym do robotniczej windy:), śpiewając Let me entertain you. Był ubrany w biały dres Adidasa:) I tutaj Zaskok - Zaśpiewał aż 4 bisy. Let me entertain you, potem długo wyczekiwane Angels, następnie ku zaskoczeniu wszystkich RUDEBOX – piosenkę z nowej płyty (w październiku w sklepach:)) (powinnam zarabiać na robieniu mu reklamy:)), którego wykonanie na tym koncercie nawet bardzo mi się spodobało. A na koniec kazał nam być Kylie Minogue i zaśpiewał Kids. No i się pięknie pożegnał powiedział, że jesteśmy najlepsi, że nas kocha, miał łzy w oczach:), i zbiegł ze sceny machając. No i to był już niestety koniec. Śpiewał w sumie 2 godziny i 15 minut. Zmęczona usnęłam w Busie, a po 2 godzinach byłam w Szczecinie w domku. Z wrażenia w nocy śnił mi się nikt inny jak Robbie Williams w białym dresie biegający po moim ogrodzie wymachując czerwonym paskiem (scena cenzurowana z koncertu, w skrócie miał po prostu na sobie w Berlinie czerwony pasek:)), śpiewając Rock Dj. Ach…ta wyobraźnia. Koncert był wspaniały, oszołamiający, niesamowity, cudowny, odjazdowy and so on, and so on. Mam nadzieję, że powtórzymy to z dziewczynami jeszcze raz….w tym roku, bo w przyszłym to chyba z 10 razy. Przynajmniej tego mi życzcie. Pozdrawiam.
PS Postaram się wkleić trochę zdjęć, jeśli będę umiała:)
PS2 Notka trochę nietypowa. Znaczy się jak na mnie. Wiem. Ale musiałam to wydarzenie opisać. Mam nadzieję, że się podobało. I że nie zanudziłam niektórych. Nad notką jest ostrzeżenie, więc proszę nie mieć pretensji:).
Jeszcze raz pozdrawiam:)

skomentuj (1)




2006-05-10 22:06:12 >> Scared!? Of what?Me?!Don't be. I won't bite;]

Zakręcona. Lekko trzepnięta. Nie na miejcu. Nie poukładana. Postrzępiona. Rozkojarzona. - Moja dusza na chwilę obecną.
Jestem ciałem Asi. Obolałe. Zmęczone. Szczególnie z braku snu.
Live life to the full - nie teraz, brak sił i chęci; kiedy? termin bliżej nieokreślony.
Have faith in yourself - od 1 do 10? 0. Da się jeszcze uratować? Trzeba leczyć.
Poom, poom, poom, gruszki na wierzbie...
Do zobaczenia wkrótce...
PS Skrót, co się dzieje teraz i działo w czasie nieobecności dość długiej.
Pozdrawiam;]




skomentuj (3)




2006-01-05 10:42:19 >> ..... ...HoT fUdGe.......I'm moving to L.A.......

Queen Bitch eat the rich
I'm on the second course today
I'm not the first and I won't be the worst
She's done most of L.A.
Can't find a virgin, I can get you a surgeon
24 Hours a day
Collagen Jeanie you big lip meanie
I'm about to be blown away
Come on sing it

Take me to the place where the sunshine flows
Oh my Sunset Rodeo

Hot fudge, here comes the judge
Theres a green card in the way
The Holy Ghost and the whole East Coast
Are moving to L.A.
Coz we've been dreaming of this feeling since 1988
Mother, things have got to change,
I'm moving to L.A.

PS Enjoy! ;]
PS2 Wszyscy oczywiście wiedzą kogo to i dlaczego Asia z tego powodu jest taka "walnięta" - choć nie zaprzeczam, że zawsze taka byłam;] No ale od pewnego czasu jest to piosnka, którą śpiewam i słucham bez przerwy - i nie tylko za wzeględu na pana, który to śpiewa - choć to też ważny aspekt;] PoZdRaWiAm...
PS3 O mnie się nie martwcie. Mam nadzieję, że to tylko przejściowe, choć chyba niestety na takie nie wygląda.
PS4 Jutro albo jeszcze dziś wieczorem postaram się napisać coś bardziej sensownego. PoZdRaWiAm nie wiem poraz który...;]

skomentuj (3)




2005-12-11 20:54:19 >> Na życzenie Benedicka......;]

Właśnie sobie siedzę i słucham Robbiego Williamsa...Ehh..Nie ma co. Facet jest świetny. W tej chwili leci "Angels" z koncertu. Niesamowite jak można być uwielbianym przez publiczność...Boska piosenka, śpiewający Robbie i do tego wydzierający się kilka tysięcy ludzi...Gdy tylko tego słucham uśmiech mi się na twarzy pojawia.
Krople deszczu cichutko uderzają o okno. Jude ponętnym wzrokiem spogląda na mnie ze ściennego kalendarza. W uszach brzmi "Spread your wings...before they fall apart". Wskazówki zegara się przesuwają...Czas mija nieuchronnie. Odwracam głowę i widzę uśmiechającego się bałwanka z tabliczką "Jestem z białej czekolady". W powietrzu unosi się woń brzoskiń. Ach te zapachowe świeczki. Kolejna piosenka. Tym razem spokojniejsze "Sexed up". Skłania do refleksji. Przez lekko uchylone drzwi widzę mieniące się światełka na małej choineczce, stojącej na drewnianym stoliku w przedpokoju. Aura świąt. "Why don't we talk about it....". Na półkah stoją zakurzone książki. Do części z nich mam szczególny sentyment. Szekspir... Gra Robbiego na gitarze. Biorę łyk wody "Dobrawy" lekko gazowanej. Nigdy nie przepadałam za niegazowaną. Spoglądam na Plan Fitness. We wtorek kolejne zajęcia. Dzisiejsze były wykańczające... Biorę głęboki wdech...Ostatnie uderzenia palców o klawiaturę. Wstaję i kładę się na podłodze. Na mięciutkiej wykładzinie. Wsłuchuję się w delikatny głos Robbiego i dźwięki gitary...Jest błogo. Tak się czuję...Zamykam oczy..."I hope you blow away..."....... Spokój. Tylko Krople deszczu uderzające rytmicznie o okno i wskazówki zagara...stoją. Czas się zatrzymał. A jednak jest to możliwe.

PS Pozdrowienia dla mojego kochanego Tatusia;] .... i Benedicka;]
skomentuj (6)